Mały duży kompakt. Škoda Fabia ma teraz idealny rozmiar

Jak większość reprezentantów segmentu B, Škoda Fabia najnowszej generacji znacząco urosła. To oznacza, że poniekąd powiększyła się też ilość zastosowań, jakie można dla niej znaleźć podczas codziennej eksploatacji. Ja sprawdzam, ile da się nią przewieźć.

"Potrzebujemy jakiegoś SUV-a" – powiedział mój przyjaciel pięć minut po tym, gdy oświadczył mi, że jego żona jest w ciąży. To ich pierwsze dziecko. "OK" – pomyślałem – "W sumie go rozumiem. Możliwość wrzucenia prosto do bagażnika wózka, bez większej konieczności składania go czy demontowania czegokolwiek, dorzucenie rowerka, jakiejś walizki i jakże potrzebnego, choć nienapompowanego dmuchanego basenu, co akurat widziałem kiedyś u innego kolegi, bez konieczności składania siedzeń, kusi. Ale czy rzeczywiście ogromny, paliwożerny, ciężki do zaparkowania w mieście SUV jest koniecznością?"

Im większy, tym droższy

Według mnie nie jest. Nie to, żebym miał duże doświadczenie w przewożeniu dzieci, choć wiem, że i w tym względzie Fabii niczego nie brakuje – jak każda Škoda posiada mocowania ISOFIX z Top Tether w bagażniku, które dodatkowo stabilizuje fotelik. Ale mam teorię, że chęć posiadania ogromnego samochodu ma więcej wspólnego ze statusem społecznym niż z realną praktycznością. I poza tymi kilkoma chwilami w ciągu roku, kiedy mamy luksus nieograniczania się w tym, co chcemy zabrać na wakacje, na co dzień jesteśmy obciążeni samochodem, którego ubezpieczenie jest droższe, który ze względu na masę szybciej zużywa części eksploatacyjne, który powoduje zgrzytanie zębów, gdy go tankujemy, a także gdy przychodzi moment spłaty raty kredytu czy leasingu. Bo jest po prostu droższy.

Oczywiście wszystko to, co napisałem powyżej, odnosi się do sfery psychologii czy też emocji kupujących, a z tymi ciężko dyskutować. Możemy oczywiście zastanawiać się, czy te wszystkie rzeczy są nam rzeczywiście potrzebne, bo przecież nasze pokolenie na wakacjach bawiło się patykiem znalezionymi w lesie i było szczęśliwe bez dmuchanego basenu w delfinki, a na same wakacje dojeżdżaliśmy lub nasi rodzice dowozili nas "maluchem" i też jakoś "dało radę".

Ale nasze mózgi są tak zaprogramowane, żeby zawsze chcieć "więcej", podczas gdy tak naprawdę powinniśmy je przeprogramować na to, żeby chcieć "mniej". Co w przypadku najnowszej Fabii akurat może być mylące, bo nie wiąże się z żadnymi wyrzeczeniami.

Czym jest stylowa rewolucja ŠKODY? To przełomowy design. To przyciągająca wzrok sylwetka. To innowacyjne technologie. To mnóstwo przestrzeni dopasowanej do Twoich potrzeb.

55 cali w bagażniku? Zmieści się

Odkładając żarty na bok – choć warto jeszcze dodać, że jazda "maluchem" powinna być kwalifikowana jako zbrodnia przeciwko ludzkości – skonstruowana na nowej platformie MQB-A0, Fabia jest faktycznie znacząco większa od poprzedniczki (4108 x 1780/1954 x 1459 mm, rozstaw osi 2564 mm) i nie dość, że wygodniej zabiera na pokład 4 pasażerów, to jeszcze ma jeden z największych w klasie bagażników, o pojemności 380 l, czyli tylko o litr mniej niż w aktualnym Golfie! A to oznacza, że pomimo tego, że szukanie dla niej miejsca odpowiedniej wielkości w zatłoczonej metropolii nadal nie jest wielkim wyczynem, potrafi przewieźć całkiem sporo towaru.

Poza tym, że na co dzień docenia się umieszczone w bagażniku dodatkowe akcesoria, które pomogą przetransportować płaszcz bez zgniatania go (specjalna miękka, podwieszana półka), zakupy bez rozsypywania zawartości toreb na podłogę dzięki siatkom i haczykom, a także takiej specjalnej przegrodzie, która może być świetnym miejscem do trzymania np. apteczki.

Fabia zmieści też parę dużych kartonów albo jeden ogromny np. karton z pralką – szczególnie jeśli rozłożymy tylne siedzenie i powiększymy przestrzeń załadunku do 1190 l.

Ale ponieważ pojemność wyrażana w litrach może być wartością odrobinę abstrakcyjną, np. jeden z brytyjskich supersamochodów sportowych mieści podobno 420 l. z tyłu, nad silnikiem, tylko co z tego, skoro są to litry płaskie i niczego "foremnego" nie da się do niego zapakować – to dzięki nowej płycie podłogowej i powiększonemu rozstawowi kół Fabia może pochwalić się szerokością przestrzeni bagażowej o 1 mm szerszą od metra (1001 mm). To z kolei oznacza, że 55-calowy telewizor w kartonie o wymiarach 1360 x 810 x 187 mm wejdzie nam do Fabii bez trudu, pomimo delikatnej krawędzi załadunku w bagażniku, która jest jednak niezbędna do tego, by samochód o takich wymiarach zewnętrznych miał tak dużą pojemność cargo.

Do praktycznego, codziennego użytkowania

W tym miejscu warto wspomnieć, że projektanci przemyśleli też wnętrze Fabii pod kątem praktycznego, codziennego użytkowania. Schowek w drzwiach, do którego możemy spokojnie schować nawet mokry parasol, kieszenie w oparciach foteli (np. na smartfony naszych pociech), specjalna przestrzeń w boczkach drzwi na kamizelkę odblaskową czy podłokietnik z organizerem przestrzeni.

To wszystko sprawia, że na pochodzącą z Czech Fabię można patrzeć trochę jak na japońskie mieszkanie, które do maksimum i jednocześnie optymalnie wykorzystuje dostępną przestrzeń, tak by niczego w niej nie brakowało.

I choć do rzeczywistej przeprowadzki pewnie lepiej zatrudnić firmę transportową z ciężarówką, to jedno jest pewne – do codziennych zadań transportowych najnowsza kompaktowa Škoda w zupełności wystarcza. Bo umówmy się… tym dużym SUV-em, na który się tak upieracie, i tak nie przewieziecie trzyosobowej kanapy.

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź

Przemyślane detale, elegancka całość. Stylistycznie nowa Fabia zachwyca

O poprzednich generacjach Škody Fabii można było powiedzieć wiele dobrego. Praktyczna, bezpieczna, atrakcyjna z wyglądu, szczególnie biorąc pod uwagę jej cenę i miejsce, jakie zajmowała wśród konkurencyjnych modeli z tej samej półki. Jednak pomimo wersji specjalnych, o kosmopolitycznie brzmiących nazwach takich jak np. Monte Carlo, Fabia nie była nigdy samochodem, który może być powszechnie uznany za elegancki. To się właśnie zmieniło.

Zostawmy na chwilę jaskrawe kolory. Tak, samochód, który widzicie na zdjęciach, jest czerwony, a Fabia, którą zobaczycie w kampanii reklamowej tego modelu, jest pomarańczowa. Owszem, mocno nasycone kolory nie mają zwykle za wiele wspólnego z elegancją, ale ja się temu wyborowi barw nie dziwię.

Kompaktowe są odważniejsze

Po pierwsze, samochody kompaktowe lepiej znoszą "odważniejsze" kombinacje kolorystyczne niż samochody duże. Jaskrawożółta limuzyna lub SUV – nie, dziękuję. Niewielki samochód sportowy lub hatchback w tym samym kolorze – proszę bardzo. Po drugie, nowa Fabia jest dalece inna od poprzedniczek. Choć zachowuje ich wszystkie najlepsze cechy i jest wierna wspólnym wartościom zapisanym w DNA modeli Skody. Nie powinno jednak nikogo dziwić, że dumna ze swojego najnowszego dzieła firma, podkreśla jego świeżość i skok rozwojowy, jaki udało się osiągnąć, poprzez dobór zwracających uwagę barw. W końcu hasło reklamowe, które towarzyszy premierze tego samochodu, to "stylowa rewolucja".

Zapomnijmy więc o kolorze, bo każdy sobie wybierze taki, jaki będzie mu najbardziej pasował – ja np. chętnie jeździłbym czarną Fabią – i przyjrzyjmy się nowemu samochodowi w szczegółach.

Nowa Fabia zachwyca wyglądem i wyrafinowanym wnętrzem.

Jak pachnie nowa Fabia?

Zbudowana na platformie MQB-A01, najnowsza Škoda urosła, a to przełożyło się na lepsze proporcje. Samochód jest optycznie niższy, szerszy i dłuższy. Zaparkowany obok poprzedniej generacji pewnego kompaktu segmentu C, produkowanego przez należącą do koncernu Volkswagena markę premium, wydaje się być właściwie takiej samej wielkości i nie odstaje w żaden sposób wizualnie, wręcz przeciwnie. Fabia ma po raz pierwszy coś, co można by określić słowem "prezencja".

Wbrew pozorom rozmiar to coś, co nie jest bez znaczenia. Poczucie przestrzeni w kabinie, to że nie siedzimy z pasażerem ramię w ramie, że nie ciśniemy się na tylnej kanapie z kolanami pod brodą i sufitem tuż nad głową, to pierwsza rzecz, na jaką - nawet nieświadomie - zwrócimy uwagę podczas oceny tego, czy samochód pachnie nam segmentem premium, czy też nie.

A propos zapachu, Fabia którą przyszło mi testować, od nowości miała przejechane około 800 km, była więc zupełnie nowa. Nowe samochody potrafią pachnieć przyjemnie, ale też niezbyt ładnie. Lekko słodkawy zapach każdej nowej Škody, zalatujący bardziej wyrobem perfumiarskim niż przypadkowym zestawieniem różnych materiałów, z jakich wykonane jest wnętrze, budzi – przynajmniej we mnie – pozytywne konotacje.

10 lat temu bym w to nie uwierzył

Myślenie "językiem designu" widać tu zresztą wszędzie. Uchwyt do zamykania drzwi jest już nie tylko utylitarny, ale także wygląda. Zawieszona w przestrzeni klamka przypomina nowoczesną rzeźbę. Podobnie daszek okalający konfigurowalny "wirtualny kokpit" z ekranem TFT o przekątnej 10,25 cala, ma wytłoczoną na górze nazwę modelu umieszczoną w czarnym, gładkim plastiku. Sam centralny ekran systemu informacji i rozrywki (9,2 cala) też nie wygląda w tym wnętrzu jak ciało obce i ma przyjemne dla oka kolory i elegancki wygląd menu.

Nie da się też przejść obojętnie obok oświetlenia, które w nocy tworzy w kabinie nastrój – gdyby 10 lat temu ktoś powiedziałby mi, że takie rzeczy będą w Fabii, nie uwierzyłbym.

Zresztą nie uwierzyłbym, gdyby powiedziano mi też, że Fabia będzie miała podgrzewane fotele, podgrzewaną kierownicę i podgrzewaną przednią szybę. Nie jest to wyposażenie standardowe i ma niewiele wspólnego z opisem wyglądu samego samochodu, ale jeśli stojąc pod budynkiem Teatru Wielkiego Opery Narodowej w Warszawie, miałbym porównywać wyposażenie Fabii do używanej limuzyny w tej samej cenie… musiałbym stwierdzić, że Fabia może mieć na pokładzie tyle samo lub nawet więcej (bezprzewodowy Apple CarPlay) gadżetów.

Przyszłość nie należy do paliwożernych gigantów

Oczywiście na poczucie wygody wpływają też inne kwestie praktyczne. Dobrze zestrojone zawieszenie, które tłumi nierówności (także pod względem akustycznym), cztery gniazda USB-C, ładowarka indukcyjna czy możliwość wydawania poleceń głosowych to tylko niektóre z nich. Ale rozmawiając na temat wizualnych aspektów dotyczących elegancji i najnowszej Škody, powinniśmy się raczej skupić na tym, co widać.

Na zewnątrz też jest bowiem na co popatrzeć. Przednie, w pełni LED-owe światła nie tylko optymalnie oświetlają drogę, nie oślepiając pojazdów jadących z przeciwka, ale mają też wygląd eleganckiego kryształu. Charakterne tylne lampy również przypominają misterny wyrób szklarski, w którego strukturze przecinają się ostre linie, niczym na powierzchni finezyjnego kieliszka do szampana.

Całości obrazu dopełniają ostre przetłoczenia maski i te poprowadzone wzdłuż samochodu, które dodatkowo porządkują bryłę i nadają jej dynamizmu. Dodajmy do tego decyzję o usunięciu znaczka Škody z tylnej klapy i zastąpieniu jej napisem i mamy komplet cech, wobec których trudno przejść obojętnie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że w miastach powinniśmy raczej ograniczać ilość miejsca, jaką zajmują samochody (choćby ze względu na to, że ich ulice i miejsca parkingowe nie są z gumy), a także to, że najbliższa przyszłość nie będzie raczej należała do paliwożernych i ciężkich pojazdów (ze względu na rosnące ceny paliwa i ograniczenia dotyczące emisji), takie eleganckie, dobrze wyposażone i wszechstronne kompakty jak Fabia mają coraz większy sens. Szczególnie że jak widać na zdjęciach, pasują do wykwintnej, wieczornej eskapady kulturalnej czy gastronomicznej i formalnego ubioru potencjalnego właściciela. A kolor – jak wspominałem – jest opcjonalny.

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź

Nowa Fabia dowiezie cię do domu na czas. Zapomnij o mapie w smartfonie

Koniec dnia pracy. Czas wsiąść do samochodu i zapakować się w korki. W dużej aglomeracji są one nieuniknione. Jak skrócić czas dojazdu do celu? Jechać na pamięć, korzystając z własnych „patentów”? Uruchomić mapę na swoim smartfonie? Czy skorzystać z wbudowanej nawigacji? Sprawdźmy co sprawdza się najlepiej.

Szary, zimny i wilgotny grudniowy wtorek. Wyjeżdżam z garażu warszawskiej siedziby Wirtualnej Polski najnowszą Škodą Fabią. W Warszawie korki są nieprzewidywalne, więc nie wiem na ile mój eksperyment będzie wymierny. Dzisiaj na przykład ulica Żwirki i Wigury wydaje się kompletnie pusta, jutro o tej samej porze może być zakorkowana tak, że wyjeżdżając za szlaban, wjadę prosto w kolejkę samochodów… To coś nad czym nie mam kontroli, ale muszę chociaż spróbować, żeby móc wyciągnąć jakieś sensowne wnioski z tego doświadczenia.

Cokolwiek by się nie działo wiem, że przynajmniej w trakcie próby empirycznego sprawdzenia „którędy najlepiej do domu” nie będę się męczył. O jakość powietrza w kabinie zadba system „Air Care” Škody, uszy będę raczył najnowszą płytą Nilsa Frahma, płynącą ze świetnego systemu audio Škoda Sound System. Ruszam z garażu, więc samochód nie jest zimny, ale gdybym nie parkował pod ziemią, to pierwsze chwile podróży w grudniowe popołudnie na pewno umiliłbym sobie podgrzewaną kierownicą i fotelami.

Jednak ta historia nie dotyczy poziomu komfortu. Choć na tym polu Fabia naprawdę nie ma się czego wstydzić - ma np. podgrzewaną przednią szybę, co w grudniu bywa zaletą, gdy nie trzeba jej skrobać. Choć można, bo skrobaczka ukryta jej w klapce wlewu paliwa w ramach pakietu różnych sprytnych rozwiązań, którymi dysponuje ten samochód.

Misja to dostać się szybko do domu, który położony jest po drugiej stronie Wisły, na warszawskiej Pradze Południe. Sam jechałbym tam - na pamięć - zakorkowaną Trasą Łazienkowską. Wbijam swój adres w Google Maps. Dom mam zapamiętany jako cel, więc robię to dwoma kliknięciami. Aplikacja prowadzi mnie… również zakorkowaną Trasą Łazienkowską. Świetnie.

Mapa zawsze przed oczami kierowcy

Nowa Fabia - Nowe Spojrzenie

Powtarzam więc czynność z mapami, dostępnymi w systemie pokładowej rozrywki Fabii. Nad mapą wyświetlaną ze smartfona mają tę przewagę, że wyświetlać je mogę nie tylko na ekranie centralnym o przekątnej 9,2 cala, ale także przed oczami, na konfigurowalnym wyświetlaczu „wirtualnego kokpitu”. Ma on jeszcze większą przekątną, bo aż 10,25 cala, która wynika z tego, że jest bardziej prostokątny.

Natomiast jego bezsprzeczną zaletą jest to, że zastępując tradycyjne, analogowe zegary pozwala nam na dostosowanie swojej zawartości do aktualnej potrzeby. Jest więc widok, który przyda się podczas podróży nocą, wygaszający wszystkie niepotrzebne informacje, oprócz np. zasięgu i prędkości. Jest widok, który faworyzuje wskazania obrotomierza, świetny przy jeździe dynamiczniejszej. No i oczywiście ten najbardziej przydatny w mojej sytuacji, czyli widok mapy (może być mniejsza, umieszczona pomiędzy prędkością, a obrotami, lub zajmująca praktycznie cały ekran).

Wbijam dom, ręcznie wpisując adres, bo samochód jest przecież testowy, więc nie chce w jego systemie zapamiętywać tego adresu docelowego, choć mógłbym to zrobić zupełnie tak, jak w moim telefonie. Nawigacja kalkuluję drogę i… bez większego zaskoczenia wybiera dokładnie tę samą trasę, pomimo korka, jaki wykrywa na moście. Identyczną do tej, którą zaproponował Google Maps… Obydwie wskazują też ten sam czas dojazdu. Około 35 minut. Jak na razie eksperyment jest więc niezbyt udany. Czas spróbować innego podejścia.

Z Fabią droga jest prostsza

Wpisuję na chybił trafił adres w centrum. Na ulicy Tamka, która łączy Powiśle ze Śródmieściem. Można tam dojechać na co najmniej kilka sposobów. Tym razem każda z aplikacji wybiera inną drogę. Mapa Škody prowadzi mnie przez bliską Wolę, do ulicy Świętokrzyskiej. Google Maps przez kawałek Trasy Łazienkowskiej i przez centrum. Obydwie podają podobny czas dojazdu – 20 minut, ale ile zajmie mi to realnie, skoro mapy kalkulują jedynie natężenie ruchu, a nie liczą np. czasu spędzonego na światłach, który przy niektórych skomplikowanych skrzyżowaniach i chaotycznym warszawskim ruchu może się wydłużać? Jak będzie, jak spróbuję przejechać tę trasę jeszcze raz jutro? Zobaczymy.

Ruszam korzystając z Mapy Google. Najpierw dojazd do Wawelskiej. Na wysokości Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego robi się ciaśniej. Ale póki co nie jest źle. Skręt w Wawelską i pakuję się w kolejkę stojących samochodów. Spędzam w niej około 5 minut, które wydają się nieskończonością. Mogę ją opuścić dopiero wtedy, gdy skończy się buspas. Mam też szczęście do świateł, na skręcie w al. Niepodległości łapię zielone, po czym znowu staje w korku. Czas dotarcia do celu wydłuża się o 10 minut. Tzn. ja już jadę od dobrych dziesięciu, a od celu nadal dzieli mnie 20 minut. Niepodległości posuwa się w ślimaczym tempie, więc Google znajduje objazd – ulicą Hożą. Szybko przemykam nią do ul. Marszałkowskiej – 10 minut do celu, czyli trzymam czas opóźnienia. Przejeżdżam przez ścisłe centrum i staje w korku na Świętokrzyskiej w kierunku Tamki. 6 minut później przejeżdżam pod apartamentowcem pod numerem 29, czyli moim celem. W sumie jechałem pół godziny.

Szara, zimna, grudniowa Środa. Czas powtórzyć eksperyment, tym razem z użyciem nawigacji Škody. Co ciekawe, proponując trasy widzę, że sugeruję też podobną do tej, którą wczoraj obrał Google. Ale i tak wybieram drogę przez Wolę. Czas dojazdu 20 minut. Identycznie, jak wczoraj. Co oznacza, że po drodze nie ma żadnej stłuczki i eksperyment przeprowadzam we względnie tych samych warunkach. Cudnie.

Ruszam. Ulica Żwirki i Wigury korkuje się dokładnie w tym samym miejscu, ale tym razem nie skręcam w Wawelską tylko jadę dalej prosto. Ulicą Raszyńską mijam filtry, po to by stanąć w korku przy placu Zawiszy. Na szczęście światła, które dwa lata temu postawiono na Nowogrodzkiej, która w tym miejscu łączy się z Raszyńską delikatnie pomogły i nie spędzam na tym rondzie kolejnej godziny, tylko udaje mi się je dosyć szybko pokonać. Jadę 10 minut. Mam 10 minut do celu. Prognoza dużo lepsza niż ta, którą na tym etapie oferował mój smartfon.

Droga jest też dużo prostsza. Jadę właściwie cały czas na północ, po czym na rondzie Daszyńskiego skręcam w prawo i mam już poruszać się dalej na wchód ul. Prostą, a potem Świętokrzyską i tak aż do celu. Czynie więc to, co wskazuje elektroniczny mózg nawigacji trzymając dobry czas i ciesząc się z postępów. Do momentu, w którym nie utykam na dobre pod Pałacem Kultury.

Samochody skręcające w lewo na skrzyżowaniu z Marszałkowską blokują całkowicie pas do jazdy prosto przez trzy kolejne cykle świateł. Potem stoję jeszcze chwilę przy ulicy Mazowieckiej i przed pierwszym z rond, które pozwolą dojechać mi do Tamki i… cała moja przewaga topnieje…

Metę osiągam po 30 minutach od momentu wyruszenia spod biura. Identycznie jak poprzedniego dnia, mimo że jechałem zupełnie inną trasą. Wniosek jest jeden. W dużym, zakorkowanym w godzinach szczytu mieście, sytuacja zmienia się na tyle nieprzewidywalnie, że nawet najlepsza nawigacja nie sobie nie podsunie jakichś cudownych rozwiązań. Szczególnie, że ilość dostępnych tras jest ograniczona, a inni również wspomagają się elektroniką. Bo przecież nikt nie lubi stać bez celu, a każdy lubi jechać lub dokładniej mówiąc – szybko dojechać.

Mijając apartamentowiec, który na potrzeby eksperymentu stał się moim domem, myślę o jeszcze innych sposobach dojazdu pod niego… może trzeba spróbować Łazienkowską do Wisłostrady, a potem jakoś przez Powiśle?

A może po prostu nie warto przejmować się tym, na co nie mamy wpływu i po prostu cieszyć się, że siedzimy we własnym, ciepłym, wygodnym samochodzie, takim jak najnowsza Fabia.

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź

Lepsza aerodynamika, mniejsze spalanie. Podróż Fabią się opłaca

Co wybrać, jadąc w dalszą trasę? Samolot? Pociąg? A może samochód? Wszystko oczywiście zależy od odległości, pory roku oraz rodzaju drogi, którą mamy do pokonania. I choć ostatnio doświadczenie podróży koleją poprawiło się znacząco, a samoloty coraz taniej dowożą nas do miejsca docelowego, samochód nie powiedział jeszcze ostatniego słowa!

Nie namawiam nikogo, żeby próbował się dostać samochodem do USA czy Australii. To pewnie możliwe, choć czasochłonne. Ani by "na kołach" próbował pojechać na tygodniowe wakacje w Portugalii. To się po prostu nie opłaca. Jest sto tysięcy scenariuszy, w których samolot jest najszybszym i najlepszym możliwym rozwiązaniem – to przekonanie, którego zasadność rośnie logarytmicznie wraz z wydłużającą się odległością do danego celu. Z pociągiem może być podobnie, pod warunkiem, że trafimy na linię obsługiwaną przez składy jadące z prędkościami niedostępnymi dla większości samochodów poruszających się po drogach publicznych. To Pendolino, TGV, Shinkansen… itd.

Ale jeśli jedziemy gdzieś bliżej, do miejsca znajdującego się w odległości 500–600 km, które nie zawsze obsługuje ultraszybkie połączenie kolejowe, sprawa przestaje być prosta i każde rozwiązanie zaczyna mieć swoje wady i zalety. I choć w tym tekście zmierzymy samochód z pociągiem na trasie Warszawa – Wrocław, podobne rozważania snułem niedawno przed podróżą do Berlina.

Nowa FABIA jest nie tylko oszczędna, ale też praktyczna przez co doskonale sprawdza się w podróży.

Pociągiem zawsze do centrum

Samochodem przy dobrych wiatrach jestem w stanie trasę do stolicy Niemiec, liczącą 570 km, pokonać, jadąc zgodnie z przepisami, w 5 godzin z hakiem. Pociąg jedzie około sześciu godzin. Samolot leci 90 minut. Ale to tylko teoria, bo wątpliwości dotyczą każdego z powyższych środków transportu.

Zaletą samochodu jest to, że odjeżdża o tej godzinie, o której chce i bierze na pokład tyle bagażu, ile uda się zmieścić w danym modelu, bez bardzo rygorystycznych ograniczeń wagowych (oczywiście w granicach rozsądku, wszyscy widzieliśmy memy z koniem podróżującym na tylnym siedzeniu Łady). Wadą – na tej konkretnej trasie – jest koszt. Bak drożejącej benzyny w każdą ze stron, do czego należy dodać opłaty za autostrady. Jeśli podróżujemy w pojedynkę… to może być wydatek rzędu 600 złotych!

Samochód za to dowozi od drzwi do drzwi bez pośredników, czyli taksówek i transportu publicznego. No i oczywiście opłaca się, jeśli koszt podróży dzielimy chociaż na dwa. Do tego samochód to nasza prywatna przestrzeń. Nikt nie kopie nam w siedzenie. Nikt na nas nie kaszle. Możemy się w każdej chwili zatrzymać. Choć generuje też potencjalne zmęczenie, spowodowane prowadzeniem w dłuższej trasie.

Pociąg również ma szereg zalet i wad. Zaletą jest to, że jest zazwyczaj najtańszy. Koszt biletu w dwie strony, pierwszą klasą InterCity, to trochę ponad 300 złotych. Można w nim rozprostować nogi. Jest w nim więcej miejsca niż w samochodzie czy samolocie. Również nie ma ograniczeń wagowych dotyczących bagażu. Jeśli jesteś w stanie to unieść i umieścić na półce nad głową – możesz to przewieźć.

Podróżując koleją, nie musimy przechodzić przez skomplikowaną procedurę check-in i bezpieczeństwa. Nie zmusza nas też do aktywnego uczestnictwa w procesie poruszania się, prowadzi maszynista, tak jak w samolocie pilot. Możemy się zdrzemnąć albo pracować, albo czytać książkę. Zaletą jest też to, że zawsze wysadza nas w centrum miasta, skąd podróż można kontynuować na kilka sposobów. Na piechotę, tramwajem, autobusem, metrem itd. Wada pociągu to fakt, że na wielu trasach, z pominięciem kilku ekspresowych połączeń, nadal jedzie najdłużej (Warszawa – Berlin to ponad 6 godzin), i to w sytuacjach, kiedy nie ma opóźnień, o co na kolei łatwo. Jeśli się spieszymy i chcemy na pewno dotrzeć o czasie na miejsce, nie jest to koniecznie rozwiązanie najbardziej optymalne.

Samolot jest najszybszy? W teorii tak

Najtańszy bilet lotniczy to koszt około 400–500 złotych w dwie strony. Niestety, w tej opcji możemy zabrać tylko kabinówkę, co oznacza jedynie 8 kilo bagażu plus akcesoria, takie jak torba na laptopa. Czas podróży jest teoretycznie najkrótszy, jeśli pominiemy zdarzenia losowe. Ale czy rzeczywiście samolotem podróżuje się tak szybko, jeśli weźmiemy pod uwagę wyliczenie "od drzwi do drzwi"?

Szybka kalkulacja. Średnia odległość od lotniska – około pół godziny. Przyjazd na lotnisko – półtorej godziny przed lotem. Sam lot – półtorej godziny. Dojście przez terminal do stacji kolejki albo postoju taksówek – pół godziny. Przejazd koleją lub taksówką z lotniska docelowego do centrum miasta – 45 min. W sumie około 5 godzin. Czyli tyle samo co samochodem. I drożej o te dodatkowe środki transportu, które dowożą nas w obie strony na lotnisko. Jeśli to taksówki, to koszt podróży może być dokładnie taki sam…

Jak widać, sprawa dotycząca tego, jaki środek lokomocji jest najlepszy i najtańszy na danej trasie, nie jest wcale taka prosta i zależy od wielu czynników. A ponieważ postanowiliśmy, że część testów najnowszej Fabii przeprowadzimy z dala od stolicy, we Wrocławiu i na krętych i malowniczych drogach Dolnego Śląska, gdzie trzeba się jakoś dostać, bo ciężko jest testować najnowszą Škodę, nie biorąc jej na miejsce i podróżując pociągiem, postanowiliśmy w teorii sprawdzić, co by się bardziej opłacało na tym konkretnym odcinku. Najnowsza Fabia? Czy superszybkie Pendolino?

To porównanie wydaje się szczególnie ciekawe, zarówno pod względem kosztów, jak i czasu przejazdu. Po pierwsze dlatego, że na tej trasie nie ma żadnych odcinków płatnej drogi, która by dawały handicap kolei. Po drugie, bo pod ręką mamy bardzo oszczędny i wygodny samochód, z silnikiem 1.0 TSI o mocy 110 koni mechanicznych, produkowanych przez trzycylindrowy, turbodoładowany silnik benzynowy, sparowany z siedmiobiegową skrzynią dwusprzęgłową, dla którego producent deklaruje spalanie w cyklu mieszanym na poziomie między 5 a 6 litrów (mierzonych procedurą WLTP), co oznacza, że drogę do Wrocławia może udać się pokonać nie tylko szybciej, ale też taniej. Po trzecie – czas. Droga samochodem powinna zająć maksymalnie 3,5 godziny. A pociąg jedzie – dużym łukiem, przez Opolszczyznę – 4h i 15 minut.

Startowaliśmy od 7,9 l/100 km, skończyliśmy…

Chwilę przed dwunastą w południe w Warszawie wjeżdżam na stację benzynową, żeby przed trasą zatankować do pełna i patrzę na komputer pokładowy, który wyświetla spalanie – 7,9 l/100 km. Sporo, ale to dlatego, że przez tydzień bardzo dużo jeździłem Fabią po mieście, w którym, jak to w polskim mieście, jeśli jeździsz normalnie, spokojnie, zgodnie z przepisami, wszyscy na ciebie trąbią i mijają cię, pokazując różne obraźliwe gesty.

W trasie zdecydowanie łatwiej się poruszać. Do baku o pojemności 40 l wchodzi 28 litrów benzyny. Koszt litra to 6,20 (tankowaliśmy przed uruchomieniem tarczy antyinflacyjnej). Bak do pełna zamyka mi się w 173,32 zł. Koszt pociągu? Druga klasa – 162 złote, czyli taniej. Pierwsza? Aż 241 złotych. Już czuję, że wygrałem. Nawet gdybym miał spalanie takie jak wtedy, kiedy jeżdżę po mieście.

Pakujemy się z kolegą operatorem do Fabii i ruszamy. Nasz samochód jest właściwie nowy. Ma przejechane niewiele ponad 1200 km. Ludowa mądrość mówi, że spalanie powinno spaść nie tylko ze względu na stałe prędkości na ekspresówce czy autostradzie, ale także w miarę przyrastania kilometrów, gdy silnik się "ułoży". Zobaczymy. Resetuję wskaźnik średniego spalania.

Na autostradzie relacji Warszawa – Stryków szybki rzut oka na statystyki. Siódmy bieg, 139 km/h –komputer pokazuje zużycie na poziomie 6 l/100 km. Spalanie na tym liczącym 118 km odcinku, przy średniej prędkości 103 km/h – 5,1. Oczywiście to A2, czyli cały czas musimy hamować i przyspieszać z powodu wyprzedzających się ciężarówek. Jednak ten kawałek drogi szybko przechodzi w autostradową obwodnicę Łodzi, z której wjeżdżamy na trasę S8. Mijamy Zduńską Wolę, Kępno i Oleśnicę. Drogę mamy praktycznie czystą, bardzo mało samochodów i ciężarówek, co oznacza potencjalnie dobry czas dojazdu.

Nowa FABIA sprawdza się doskonale zarówno w mieście jak i w trasie.

Po trzech godzinach od startu widzę majaczącą w oddali sylwetkę jedynego we Wrocławiu wieżowca – Sky Tower. Po kilku chwilach przejeżdżamy Most Rędziński, który dla mnie od zawsze stanowi symboliczną bramę do miasta. Zerkam na komputer pokładowy. Jadę 112 km/h, samochód pokazuje spalanie na poziomie 4,3 l/100. Średnie statystyki? Średnia prędkość spadła do 101 km/h. Spalanie spadło do 4,5 l/100km. Czuję zwycięstwo nad koleją, ale za cel wyznaczyliśmy sobie centrum miasta, do którego jeszcze kawałek. Przejeżdżając przez Wrocław, który wydaje się być jedną wielką "czerwoną falą" świateł z przerażeniem obserwuję, jak spalanie wzrasta, średnia prędkość spada, a czas się wydłuża.

Podróżowanie autem się opłaca

Finalnie, po niespełna pół godziny, po trzech i pół godziny jazdy, kończę trasę z wynikiem 87 km/h średniej i spalaniem na poziomie 4,8 litra. Czyli podobnie do deklaracji Škody co do spalania w cyklu mieszanym. W sumie przejechałem 368 kilometrów. Pora na tankowanie. Do baku wchodzi 18 litrów benzyny. Koszt podróży, gdy litr kosztuje 6,20 zł? Sto jedenaście złotych i sześćdziesiąt groszy (111,60 zł). Do tego jechaliśmy we dwóch (czyli 55,80 zł na głowę) i wieźliśmy sprzęt fotograficzno-filmowy, zajmujący cały bagażnik. Słowem: jadący przez Opole pociąg został rozgromiony na wszystkich polach. Czasowym i finansowym.

Oczywiście sukces nie byłby możliwy, gdyby nie Fabia, która pomimo małego silnika świetnie radzi sobie w takich trasach. To zasługa inżynieryjnej maestrii, z jaką zaprojektowano kompaktową Škodę. Są aktywne rolety umieszczone za wlotami w zderzaku, które się zamykają przy wyższych prędkościach, wpływając na współczynnik opory powietrza i felgi o wzorze, który także sprzyja dobremu wskaźnikowi Cx (przy kołach zawsze dokonują się ogromne straty ze względu na zawirowania). Jest też siedmiobiegowa skrzynia, która przy 140 km/h utrzymuje obroty silnika na poziomie 3000 obr./min. Co oznacza nie tylko względną ciszę, ale też właśnie niższe spalanie.

Wniosek? Podróżowanie samochodami w trasie – przynajmniej tymi właściwymi – nadal się opłaca! A ja, wzbogacony o to odkrycie, muszę teraz Fabię przetestować na trasie Warszawa – Berlin!

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź

Na trasę i w miasto. Nowa Fabia ogranicza niepotrzebny stres. Kierowcy i pasażerów

Jedziemy z Warszawy do Wrocławia. Trochę ponad 350 kilometrów. Trasę tę pokonywałem wiele razy, różnymi samochodami, w tym własnym, któremu w tym roku stuknęło 20 lat. Oto co zmieniło się na plus przez ten czas na przykładzie najnowszej Škody Fabii.

Mój samochód to samochód sportowy, tzw. „klasy premium”. Gdy był nowy i jednocześnie nowa była pierwsza generacja Fabii, kosztował zapewne dziesięć razy tyle co kompaktowa Škoda. Nie sprawdzałem tego jakoś dokładnie, ale teraz tyle kosztuje jego współczesny odpowiednik. Przez pozycję, jaką zajmuje w gamie modelowej koncernu Volkswagena, mam w nim kilka bajerów. Tempomat, podgrzewane przednie siedzenia i 4 poduszki powietrzne, a także radio 1 Din z nawigacją (!), która wyświetla strzałki, kiedy zbliża się ulica, w którą powinniśmy skręcić. Miałem też telefon samochodowy na kablu, ale zdemontowałem, bo zajmował za dużo miejsca ze strony pasażera.

Mniejszy stres, mniejsze zmęczenie

Przewińmy teraz 20 lat do przodu. Dziś mamy kompletnie inną charakterystykę ruchu samochodowego na drogach Polski i Europy, w których nawet Niemcy utracili swoją słynną „dyscyplinę pasa ruchu”, w których kierowcy często wyczyniają na drodze niesłychane i chaotyczne rzeczy. 350 kilometrów przejechanych moim samochodem i mam serdecznie dość prowadzenia na jakiś czas. Ta sama odległość w najnowszej Fabii i wysiadam u celu w takiej formie, jakbym pojechał po bułki do osiedlowej piekarni.

Sam zwalnia i przyspiesza

Dwadzieścia lat temu Fabia nie miała opcji tempomatu, mój prywatny samochód go ma, ale jazda przy jego użyciu nie jest do końca przyjemnym doświadczeniem. Kojarzycie to uczucie z korzystania ze starego typu tempomatów, kiedy trzeba mu dać znać, żeby zahamował? Ale, gdy przenosicie nogę na hamulec on jeszcze przyspiesza i przez tę sekundę przeszkoda nadal się do was zbliża?

Gdybyście prowadzili sami, samochód zacząłby od razu zwalniać po zdjęciu nogi z gazu. Na tempomacie tego nie robi… co w moim sportowcu, za każdym razem przyprawia mnie o zawał serca. Dlatego – między nami mówiąc – z tempomatu w tym samochodzie nie korzystam nigdy.

System pełen ostrzeżeń

Kompaktowa Škoda ostrzeże nas też przed pojazdami znajdującymi się w martwym polu (sygnał świetlny w lusterkach bocznych), a w mieście – co akurat w sytuacji jazdy do Wrocławia nie jest aż takie istotne – dzięki rozbudowanej funkcjonalności czujników parkingowych, powiadomi nas sygnałem dźwiękowym w trakcie manewru cofania o tym, że po stycznej zbliża się do nas inny samochód, którego mogliśmy nie zauważyć. Jeśli zagapimy się także w stosunku do obowiązującego ograniczenia prędkości, czytająca znaki Škoda Fabia również nas o nim powiadomi.

Przeciwieństwo układów niedoskonałych

Opracowany przez grupę Volkswagena Travel Assist, z którym miałem do czynienia w różnych samochodach koncernu, jest przeciwieństwem tych niedoskonałych układów. Używając tego samego przykładu zmiany pasa w celu wyprzedzenia, jeśli algorytm oceni, że kierowca wie co robi, a samochód bez kłopotu w trakcie manewru minie się z przeszkodą, od razy płynnie przyspiesza. To ważne! Choćby dlatego, by nie zmuszać nadjeżdżających lewym pasem szybszych samochodów do niepotrzebnego hamowania. Na drodze trzeba być nie tylko bezpiecznym, ale też kulturalnym.

U 20-latka tego nie znajdziesz

Na koniec warto wspomnieć, że Fabia nie tylko ochroni nas za pomocą aktywnie działających systemów (które przecież można wyłączyć), ale może być także wyposażona w od sześciu do dziewięciu poduszek powietrznych. Gdyby więc wszystko zawiodło – w tym kontrola trakcji, system kontroli stabilizacji toru jazdy i ABS – mamy wielką szansę wyjść z opresji bez szwanku.

Mój własny, dwudziestoletni samochód takiej ochrony nie oferuje. I choć nie zamierzam się go pozbywać, to w długiej trasie zawsze doceniam postęp technologiczny, jaki dokonał się przez ostatnie dwadzieścia lat i często myślę o tym, o ile wygodniej i mniej stresująco (bo bez wymaganego, wysokiego poziomu skupienia) jechałoby mi się nowoczesnym autem. Na przykład takim, jak najnowsza Fabia.

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź

A co z przyjemnością prowadzenia? Fabia rusza na dolnośląskie serpentyny

Chociaż mocniejsza, 150-konna wersja najnowszej Škody Fabii ma mieć premierę tym roku, my już dziś chcemy wiedzieć jak najnowsza kompaktowa Škoda jeździ gdy droga robi się kręta a sytuacja bardziej wymagającą dla zawieszenia i hamulców. Kierunek – Góry Sowie.

Fabie przetestowaliśmy już chyba na każdy sposób, za każdym razem dochodząc do wniosku, że niezależnie od sytuacji, do pewnego stopnia wyprzedza nasze oczekiwania. Jasne, są samochody, które są specjalnie tworzone do przewożenia rzeczy, podwożenia nas przez szofera na bal w Blenheim Palace czy też szybkiego pokonywania kontynentów, pewnie istnieją też samochody bezpieczniejsze (np. opancerzone), ale póki co w każdej z tych kategorii Fabia miała coś do powiedzenia i to w sposób, który wyprzedza bezpośrednią konkurencję.

I choć analogicznie – najnowsza Škoda nie została stworzona do trzaskania jak najkrótszych czasów okrążenia na Nüburgringu – chcemy zobaczyć co potrafi, gdy pojedzie się nią odrobinę agresywniej.

W prostocie tkwi piękno. Dynamiczna sytwetka i ponadczasowe detale.

W niezłym tempie

Zacznijmy od tego co „na papierze”. Trzycylindrowy, litrowy silnik generuje moc 110 km, co może nie wydaje się być powalającą na kolana liczbą, ale Fabia nie jest bardzo ciężka, bo pomimo, że urosła waży tylko 1192 kg. Do tego ważniejsza niż ilość koni wydaje się być ilość dostępnego już od 2000 obr/min momentu obrotowego (200 NM). A także obecność, w tym konkretnym egzemplarzu, szybkiej, świetnie zestopniowanej, siedmiobiegowej skrzyni dwusprzęgłowej (DSG).

Z tym silnikiem, od zera do 100 km/h, Fabia przyspiesza w 9,6 s. To też niepowalająca wartość, ale w zupełności wystarczająca. Przypominam, że jeszcze 10 lat temu, takie osiągi miały różnego typu wolnossące „warm hatche”. Do tego, w prawdziwym świecie, szczególnie na krętej drodze, ważniejsza od przyspieszenia z tzw. startu zatrzymanego, jest elastyczność, a tej Fabii nie brakuje, o czym miałem okazje się przekonać jadąc na Dolny Śląsk autostradą. Dlatego też, gdy ruszam z pensjonatu „Sowia Dolina” w Pieszycach pod przełęcz prowadzącą w stronę Sokolca, jestem dobrej myśli.

Początkowo jadę spokojnie, czekając na odpowiednią temperaturę oleju, którą mogę sprawdzić w komputerze pokładowym, będącym elementem Wirtualnego Kokpitu o przekątnej 10.25-cala (niektóre samochody sportowe tego nie mają!). Gdy już wiem, że nie zniszczę silnika, z czterech dostępnych mi trybów jazdy wybieram „Sport” (pozostałe to Eko, Normal oraz konfigurowalny Individual). Tę drogę znam już dosyć dobrze, więc widząc, że zbliża się moja ulubiona sekwencja kilku otwierających się, widocznych jeden za drugim zakrętów wciskam gaz „do dechy”.

Samochód ochoczo wkręca się na obroty i choć przyspieszenie nie wgniata w fotel czuję, że przesuwamy się w górę w całkiem niezłym tempie. Po zmianie charakterystyki pracy zarządzających pojazdem algorytmów na „Sport” pedał przyspieszenia jest dużo bardziej czuły,a skrzynia biegów także zaczyna pracować w sportowym trybie. Podobnie kierownica. Znieczulone wspomaganie sprawia, że w skręt musimy wkładać trochę więcej siły i zdecydowanie lepiej czujemy to, co dzieje się z przednimi kołami.

Oddaliśmy hołd Kuligowi

Warunki są niezłe. Jest zimno, ale sucho. Tylko w niektórych miejscach trzeba uważać na krótkie połacie lodu, które mogły utworzyć się tam, gdzie akurat, jak to w górach, woda przepływała przez drogę. Jednak plusowa temperatura sprawia, że wszystko się raczej roztapia, niż zamarza, co sprawia, że czujemy się pewnie. Po kilku kilometrach jazdy już wiem, że mam do czynienia z typową Škodą. Czyli samochodem, po którym nie spodziewalibyśmy się kompetencji czynienia aktywnej, ba nawet lekko agresywnej, jazdy przyjemną, ale który jednak potrafi sprawić kierowcy ogromną satysfakcję.

ESP jest tu co prawda niewyłączalne, da się je jedynie znieczulić, co ma bardziej wpływ na kontrolę trakcji niż stabilizację toru jazdy, ale sam system nie interweniuje w sposób panikarski, psujący przyjemność. Mnie lampka kontroli nie zapala się ani razu, nawet gdy wydaje mi się, że jadę już bardzo szybko. Zawieszenie nie jest twarde, więc gdy po przejechaniu na drugą stronę przełęczy droga robi się nierówna, nie odczuwamy dyskomfortu. Jedyne co sprawia, że zwalniamy znacząco poniżej limitu dozwolonej na tym odcinku prędkości to gęsta mgła. „W górach pogoda zmienia się z minuty na minutę” mówią. I mają rację.

Przez Rzeczkę, mijając tajemnicze podziemne fabryki z czasu II Wojny Światowej, kierujemy się do Walimia, by przejechać słynny odcinek specjalny rajdu Dolnośląskiego wiodący w stronę Rościszowa. W tym legendarne „Patelnie na Walimiu”, przy których znajduje się pomnik upamiętniający Janusza Kuliga. Jadąc po śliskiej i gładkiej kostce nie mogę sobie odmówić pociągnięcia za mechaniczny (co stanowi dziś rzadkość) hamulec ręczny. Okazuje się, że ESP może i jest niewyłączalne, ale znieczulone pozwala na dużo i za chwilę „zwykła” Fabia 1.0 sunie lekkim bokiem. Hołd Kuligowi oddany.

Przewidywalne zawieszenie

Im wyżej pniemy się w górę, po raz kolejny przejeżdżając przez sowie pasmo górskie, tym lepsza robi się pogoda. Wracam myślami do zawieszenia, czyli głównego komponentu, które daje mi tyle pewności podczas pokonywania tego odcinka. Pracuje mięsiście i przewidywalnie, w taki sposób, że jestem w stanie plecami odczytać wszystkie ruchy samochodu i – przynajmniej tak myślę – pojechać w niektórych miejscach szybciej niż bym się odważył twardym samochodem sportowym.

Dobrze dobrana charakterystyka tłumienia amortyzatorów, idealnie dobrane elementy gumowe zwieszenia i sprężyny, to wszystko sprawia, że pomimo tego, że z tyłu Fabia ma po prostu belkę skrętną prowadzi się tak precyzyjnie, jakby miała droższej klasy zawieszenie wielowahaczowe. Czujemy, że opiera się na oponie, ugina się lekko i zupełnie neutralnie (to zasługa niewielkiej masy z przodu samochodu, bo przecież silnik jest mały) przechodzi przez zakręt.

Elektrycznie wspomagany układ kierowniczy też wypada nieźle. W żadnym momencie nie mam problemu z umieszczeniem Fabii na drodze czy nadaniu przejazdowi odpowiedniej trajektorii. Tarczowe hamulce z przodu i z tyłu wystarczą do spowolnienia Fabii przed nawrotami podczas zjazdów w dół, a samochód nie nurkuje zbytnio (znów – mała masa z przodu). Jej rozmiar też jest zaletą. Tego dnia, najlepiej bawię się jadąc wąską ścieżką asfaltu prowadzącej do tawerny „Fregata” nad Zalewem Lubachowskim. Większym samochodem stresowałbym się czy się tu zmieszczę lub tym, co czai się za ślepym zakrętem. Fabią jestem nawet w stanie kreślić jakąś namiastkę „wyścigowego toru jazdy” pomimo centymetrowych marginesów z każdej strony.

Wady?

Ach, gdybym tylko mógł mieć dzisiaj ten nadchodzący w 2022 większy, czterocylindrowy silnik, który jeszcze skuteczniej katapultowałby mnie z wąskich nawrotów prowadzących pod górę... Do tego w wersji, którą dysponuję, czyli ze skrzynią DSG przydałyby się też łopatki do zmiany biegów za kierownicą. Ale choć nasza Fabia jest czerwona, to przecież nie jest to samochód sportowy. Do tego biegi można zmieniać ręcznie z użyciem manualnego trybu przy samym wybieraku, co zresztą czynię zwiększając sobie poczucie kontroli nad pojazdem.

Gdy wyjeżdżamy z gór i kierujemy się z powrotem w kierunku Wrocławia, by potem pojechać do Warszawy muszę skonstatować, że najnowsza Fabia, jak każda Škoda, którą przyszło mi jeździć w ciągu ostatnich 3 lat jest po prostu szalenie kompetentnym pojazdem. Tak, jest bezpieczna, pakowna, nowoczesna, całkiem ładna i elegancka. Ale jest równie kompetentna w sferze, o którą nikt kto najprawdopodobniej rozważa jej zakup, by ją nie posądzał, czyli przyjemności z jazdy. Co mogę zaświadczyć przegoniwszy ją po terytorium zwykle zarezerwowanym dla dwa czy trzy razy droższych aut ze sportowymi predyspozycjami.

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź

Dwa tygodnie z najnowszą Škodą Fabią. Oto co o niej wiemy

„Fabia robi to lepiej” powinno brzmieć hasło reklamowe najnowszego kompaktu Škody. Przez czas, jaki z nią spędziliśmy Fabia przewoziła kartony dobytku, pojechała do Opery, stała w korkach, pędziła w trasie oraz dostarczała emocji podczas jazdy po serpentynach. We wszystkich tych zadaniach poradziła sobie znakomicie. Czas na podsumowanie.

Jako dziennikarz samochodowy mam do czynienia z samochodami tylko wtedy, gdy są nowe. Nie wiem, jak żyje się z większością z nich na co dzień. Nie mam pojęcia o ich awaryjności czy realnych kosztach eksploatacji. Mogę sprawdzić najwyżej spalanie i na tym temat się kończy. Choć wiem, że Škoda oferuje na Fabię 2 lata gwarancji, w tym 12 lat na karoserię, a także pakiety serwisowe w atrakcyjnych cenach, dzięki którym wizyty w ASO mogą być tańsze aż o 56% (same pakiety zaczynają się od 1500 zł). W związku z czym mam pewność, że swój związek z autem Škody można urządzić w taki sposób by był on zupełnie bezbolesny. Prawda jest jednak taka, że jestem w stanie ocenić dane auto tylko jako pewną sumę rozwiązań, którą poddaję empirycznym badaniom przez krótki okres.

Pamiętają o detalach

O Fabię i jej powodzenie się jednak nie martwię. Głównie dlatego, że Škoda to jedna z dwóch ulubionych marek Polaków, co dzieje się nie bez powodu. Po pierwsze ze względu na to, że auta tej marki oferują za każdym razem i na każdym polu więcej, niż może zaproponować konkurencja. Niby wszystkie samochody są dzisiaj takie same i mają to samo wewnątrz, tylko ubrane w inny kształt, ale Škoda za każdym razem wyróżnia się tym, że dba o nawet najmniejsze szczegóły.

Czy francuscy, japońscy albo włoscy konkurenci oferują mały śmietniczek w jednym z „boczków” drzwi? Albo specjalną gumkę obok ładowarki indukcyjnej, która przytrzyma nam długopis? Parasolkę? Specjalną półkę na płaszcz? Skrobaczkę w klapce wlewu paliwa? Regulowany cupholder w tylnym rzędzie siedzeń. Dziękuję. Nie mam więcej pytań.

Niskie spalanie

Po drugie w rankingach bezawaryjności (np. niemieckiego ADAC) modele Škody od zawsze plasują się bardzo wysoko, wchodząc pomiędzy samochody marek premium. To znaczy, że choć ja z Fabią spędziłem tylko dwa tygodnie, wy możecie się z nią związać na najbliższe lata. A propos czasu. Samochody drożeją (choćby ze względu na legislacje dotyczącą bezpieczeństwa i emisji spalin), ale też stają się jednocześnie bardziej przystępne dzięki różnym nowoczesnym i elastycznym formom finansowania. Może warto się z Fabią związać nie na osiem czy dziesięć lat, ale np. na trzy, a potem wymienić ją na nowszą. Za trzy lata pewnie będzie już czas tzw. „faceliftingu”, który jeszcze ją poprawi (choć mówiąc szczerze nie wiem, na jakim polu).

Zanim ten czas nadejdzie, niezależnie od wersji wyposażenia, jaką wybierzecie (my oczywiście testowaliśmy Fabię ze wszystkimi bajerami) macie jednak gwarancję tego, że wybierzecie samochód oszczędny, bezpieczny i zaawansowany technologicznie. Spalanie na poziomie 5-,5,5 litra w cyklu mieszanym, cisza panując w kabinie, przyzwoite przyspieszenie od 0-100 km/h czy możliwość łączenia się z samochodem poprzez bluetooth, Wi-Fi czy aplikację na smartfon, to tylko niektóre z zalet tego auta.

Ma być przyjemnie? Jest przyjemnie

Jeśli wyspecyfikujemy naszą Škodę z podgrzewaną przednią szybą, kierownicą i fotelami, a także dbającym o jakość powietrza w kabinie systemem Air Care, na pewno będzie jeździło nam się Fabią milej. Jeśli zdecydujemy się na sportowe fotele, które świetnie trzymają na boki i są wyjątkowo wygodne w trasie, albo virtual cockpit, w którym możemy zmienić styl i rodzaj informacji wyświetlanych bezpośrednio przed naszymi oczami, też odczujemy zalety tego wyboru.

Ale jeśli nie będziemy chcieli wszystkich tych rzeczy nadal otrzymamy auto, którym jeździ się przyjemnie, bezpiecznie, tanio i pewnie, a także taki, który bardzo dobrze wygląda w każdej sytuacji. Model, w którym dokonał się kolejny skok jakości materiałów a także estetyki wnętrza. Samochód, który urósł na tyle, że da się nim naprawdę sporo przewieźć. A przecież to nawet jeszcze nie jest wersja kombi…

A jeśli to wszystko was jeszcze do najnowszej Fabii nie przekonuje, to obejrzyjcie poniższy materiał wideo, wtedy wasz wiedza o tym samochodzie będzie tak samo kompletna, jak nasza:

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź

Najnowsza Škoda Fabia jest większa, niż się wydaje. I nie chodzi tylko o bagażnik

Przestrzeń. Podstawowy parametr, dzięki któremu czujemy się komfortowo. Cisza. Drugi z najważniejszych, relaksujących nas elementów układanki. To dlatego na Manhattanie najdroższe mieszkania to tzw. penthouse’y, górujące nad buzującym, głośnym miastem, oferujące panoramiczny widok ponad dachami otaczających je domów. Tylko co to ma wspólnego ze Škodą Fabią?

Fabia to kompakt. Teoretycznie oznacza to pojazd wysoce użyteczny w mieście, którym można dwa razy do roku ruszyć w trasę z poczuciem, że jednak wolelibyśmy jechać samochodem większym. Teoretycznie. W praktyce najnowsza Fabia zaskakuje również podczas dłuższych tras, o czym miałem okazję się przekonać, pokonując ostatnio drogę z Warszawy do Wrocławia, z Wrocławia w Góry Sowie i z powrotem.

Po pierwsze rozmiar

W najnowszej wersji samochód znacząco urósł (4108 x 1780/1954 x 1459 mm, rozstaw osi 2564 mm), co oznacza większe poczucie przestrzeni we wnętrzu. To pozwala poczuć się w Fabii, jakby podwyższono nam klasę podróży z "ekonomicznej", do "ekonomicznej premium". Przekładając to na język samochodowy, jadąc nią, czujemy się nie, jakbyśmy jechali kompaktem segmentu B, do którego należy, a wyższego – czyli C.

Kierowca i pasażer nie siedzą ramię w ramię. Rozdziela ich wygodny podłokietnik ze schowkiem. Ten sam podłokietnik jest też wylotem powietrza z wentylacji dla pasażerów tylnej kanapy. Ci ostatni, o czym przekonałem się, siadając "za sobą", mają wystarczająco dużo miejsca na głowę i kolana. Mam 177 cm wzrostu i siedząc z tyłu, nie przesuwając fotela, miałem jeszcze dobre 10 cm do jego oparcia i tyle samo miejsca nad głową. Jestem przekonany też, patrząc na kierunek, w którym rozwinęła się mała Škoda, że tylko kwestią czasu jest, żeby w opcjach pojawiła się podgrzewana tylna kanapa, chyba jedyna rzecz z zakresu komfortu, której w Fabii nie można zamówić, a która obecna jest w Octavii, Superbie czy większych SUV-ach marki.

Nowa Fabia - Nowe Spojrzenie

Wniosek? Czy siedzimy z przodu, czy z tyłu, jadąc Fabią, mamy cały czas wrażenie, że jedziemy większym samochodem, niż sugerowałyby to jego rozmiary zewnętrzne. Także jeśli chodzi o sposób, w jaki pracuje zawieszenie – dojrzale wygładzające wszystkie dziury i dylatacje. Po prostu sprawia wrażenie przeniesionego z dużo droższego samochodu. Pomaga też zwiększony rozstaw osi. Subiektywnie, czas pomiędzy tym, jak przednie koło trafi w nierówność i tym, kiedy zrobi to tylne, wpływa na nasze postrzeganie tego, czy "samochód podskakuje jak piłka". Dlatego też większe auta wydają nam się bardziej komfortowe, bo właśnie mniej "podskakują", zupełnie jak Fabia.

Po drugie: wyciszenie

Przejeżdżająca przez różne autostradowe łączenia mostków i wiaduktów z resztą drogi, najmniejsza Škoda również ma się czym pochwalić. Dźwięki płynące od zawieszenia i ewentualne drgania są przyjemnie wygaszane i zaokrąglane. Podobnie dobrze wyciszono kabinę. Oczywiście, szyby w drzwiach nie są podwójne, więc gdy pada deszcz i mijamy TIR-a, to go jednak słychać. Nie jesteśmy całkowicie odcięci od świata, ale pamiętajmy, że rozmawiamy o samochodzie, którego cena zaczyna się od 60 tys. złotych, a nie takim za 300–400 tys.

Nie zmienia to jednak faktu, że dochodzący do naszych uszu dźwięk spowodowany przecinaniem powietrza przez pędzące auto (znacząco poprawiono aerodynamikę Fabii, co ma też wpływ na spalanie) czy też ten pochodzący od kół (jechaliśmy na z zasady głośniejszych zimówkach) jest wyjątkowo dobrze wytłumiony.

W wersjach z dwusprzęgłową, siedmiobiegową skrzynią biegów, którą serdecznie polecam, efekt ten potęgują dobrze dobrane przełożenia. Przy prędkości 140 km/h, litrowy, trzycylindrowy silnik ma jedynie 3000 obr./min. To oznacza, że on również nie wcina się do kabiny swoim sympatycznym i charakterystycznym, choć mogącym męczyć na dłuższą metę, dźwiękiem. W nadchodzącej wersji z czterocylindrowym silnikiem 1,5 l powinno być tylko lepiej.

Oczywiście gdybyśmy chcieli pojechać jeszcze szybciej, np. po niemieckiej autostradzie, możemy narastające w takiej sytuacji odgłosy powietrza i motoru zagłuszyć świetnym systemem audio Škoda Sound System. To kolejne przyjemne zaskoczenie w tym modelu. Jasne, nie jest to system, który może konkurować z najlepszymi limuzynami na rynku, ale brzmi on na tyle dobrze, że nie powinniśmy czuć jakiegokolwiek niedosytu, jeśli chodzi o klarowność odwzorowywanych przezeń wysokich tonów, ciepłotę tych średnich czy głębokość basów.

Wiem też z dobrego źródła, że choć Škoda podaje dla Fabii prędkość maksymalną 205 km/h, niemieckim dziennikarzom na prostym i nieograniczonym kawałku autobahnu udało się ją rozpędzić do 213 km/h. Też nieźle jak na 110 KM. Trzeba przy tym dodać, że przy wyższych prędkościach Fabia jest wyjątkowo stabilna. Tzn. znów nie zachowuje się jak mały samochód, tylko wydaje się podążać na wyznaczony azymut jak po szynach.

Po trzecie: miłe dodatki

W tym miejscu warto wspomnieć, że podróż umilają także takie elementy jak choćby przejrzysty i konfigurowalny wirtualny kokpit. Składa się na niego ekran o przekątnej 10,25 cala zastępujący tradycyjne "zegary", który na przykład podczas podróży w nocy można właściwie całkowicie wygasić, pozostawiając tylko minimalną, niezbędną ilość wyświetlanych informacji. Do tego Apple CarPlay i Android Auto, synchronizujące się z autem bez kabla, podczas gdy telefon ładuje ładowarka indukcyjna. W razie potrzeby – oczywiście – zawsze można skorzystać z jednego z czterech gniazd USB-C, zarówno by się podłączyć, jak i naładować.

W trakcie śnieżycy docenimy podgrzewaną przednią szybę. Wsiadając do samochodu, rozpoczynając podróż – podgrzewaną kierownicę i fotele. Jadąc za samochodem z wyciętym DPF-em, system kontroli jakości powietrza Air Care. Jest też sporo miłych w dotyku materiałów, a z bajerów – asystent głosowy, któremu możemy coś podyktować.

Słowem, jadąc nową Fabią w trasę, nie czujemy dojmującej ciasnoty, ogłuszającego hałasu czy tego, że zarówno my, jak i auto dokonujemy w tej podróży jakiegoś nadludzkiego wysiłku. W zamian czujemy się otoczeni opieką. Zarówno przez inżynierów, którzy ją zbudowali, jak i projektantów, którzy zadbali o wygodę jazdy tym małym-dużym samochodem.

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji STYLE już od 71 350 zł

Sklep online: sprawdź

NOWA ŠKODA FABIA

W wersji AMBITION już od 65 550 zł

Sklep online: sprawdź
uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.